Praca zdalna

Pandemia i lockdałny znacząco zmieniły podejście pracowników do pracy zdalnej. W czasie szalejącego wirusa szefowie sami zachęcali ludzi do pracy zdalnej i zamykali biura na cztery spusty. Po dwóch latach sytuacja się unormowała i powróciła praca stacjonarna. Tylko że nie każdemu to w smak. ? Pracownicy zobaczyli, że się da pracować z domu, że nie trzeba do biura codziennie dojeżdżać, że klienci też się jakoś przystosowali, a oszczędność czasu ogromna, jak w piżamie niemal do komputera usiąść można i księgować. ? Teraz okazuje się, że „normalność” i powrót do tego co było, oznacza często coś zupełnie innego dla szefa i dla pracownika. Czy zatem normalnością są dojazdy i praca w biurze, czy raczej home-office, spotkania online i praca na skanach i dwóch monitorach? Takie pytanie stawia sobie niejeden szef, do którego zwraca się pracownik z prośbą o dalszą możliwość pracy zdalnej, albo w ogóle świeżak zupełny, który ma czelność na rozmowie kwalifikacyjnej o te onlajny pytać i oczy wytrzeszczać, jak odpowiedź jest przecząca.

I tu pojawiają się dylematy i obawy.

  • Jaka praca zdalna? To ja dopiero co w nowy sprzęt zainwestowałam, fotele ergonomiczne pokupowałam, ekspres do kawy nowy, a tu mi z takimi breweriami ktoś wyskakuje?
  • Jak będę mogła kontrolować takiego zdalnego pracownika i mieć pewność, że sobie spryciarz w godzinach pracy drzemki nie ucina albo na Netflixie nie siedzi?
  • Co powiedzą klienci, że ich księgowej to CIĄGLE nie ma? Przyjdą o coś zapytać, dokumenty zostawić i ja ich na głowie mieć będę, a mało mam swoich problemów?
  • Kto będzie dla tych zdalnych skanował dokumenty, koperty adresował? Przecież są takie zadania, których nie da się zrobić zdalnie.
  • Jak mam pracę zespołu zorganizować skoro każdy w swoim domu, a czasem trzeba coś na szybko omówić, krótkie spotkanie zwołać, itd.? Czy taki zdalny będzie się czuł z firmą zintegrowany?

Mnóstwo wątpliwości się pojawia, strach, a nawet, nie bójmy się tego, złość na takiego pracownika, któremu to się chyba już w głowie poprzewracało, bo szef to codziennie 25 km dojeżdżał będąc na etacie i nie narzekał, a tu takie wymysły i co to ma w ogóle być!?

Jeśli to są także i Twoje dylematy to według mnie nie ma w nich niczego złego, wręcz przeciwnie, są bardzo ludzkie i warte omówienia! Nie ukrywaj ich przed pracownikiem, nie miel w samotności, tylko wyciągnij na światło dzienne i spytaj jak to widzi Twój pracownik i jaki ma pomysł na organizację takiej pracy. Bo niby dlaczego to ma być tylko Twój problem?

Oczywiście możesz od razu powiedzieć NIE, nie ma opcji pracy zdalnej w Twoim biurze i masz do tego jak najbardziej prawo. Twoje biuro Twoje zasady, a jedną z nich jest praca wyłącznie stacjonarna, koniec i kropka. Nie bądź jednak zdziwiona, gdy po jakimś czasie dostaniesz wypowiedzenie, bo okaże się, że bardziej elastycznych szefów w bród dookoła i wykwalifikowanego pracownika Ci sprzed nosa ktoś sprzątnie. Zatem może warto jednak taką opcję rozważyć i dopuścić? A nuż okaże się, że można tak pracować i świat toczy się dalej? ?

Przez 22 lata prowadzenia biura nie miałam problemu z pracownikami, którzy pracowali głównie w domu. I to na długo przed pandemią. A różne były tego przyczyny, głównie  rodzinne (dzieci) oraz komunikacyjne (odległe miejsce zamieszkania, wyprowadzka). Aby taki model pracy był jednak możliwy, musieliśmy wypracować zasady i je przestrzegać. A z tym moje pracownice problemów zazwyczaj nie miały, bo wdzięczne za taką możliwość bardzo dużo z siebie dawały.

Webinar - Jak być Panią / Panem swojego Biura Rachunkowego! Mam wszystko poukładaneWebinar - Jak być Panią / Panem swojego Biura Rachunkowego! Mam wszystko poukładane

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakie to były zasady?

  • To pracownik musiał powiadomić swoich klientów, że pracuje zdalnie i uzgodnić spotkania z nimi, online czy np. raz w tygodniu w siedzibie biura. Okazywało się zazwyczaj, że większość tematów można jednak omówić telefonicznie lub mailowo.
  • Grafik pracy, czyli informacja dla mnie o tym kiedy pracownik pojawiać się będzie fizycznie w biurze, np. raz w tygodniu, raz na dwa. Można wtedy było spotkać się face to face i omówić tematy, takie nie onlajnowe. ?
  • Obowiązkowa obecność na comiesięcznym teamworku, czyli spotkaniu roboczym całego zespołu.
  • Obowiązki stacjonarne takiego zdalnego pracownika to nie mój problem. Jakiś skan, list na pocztę, wysyłka JPK, itd wymagała trzymania „sztamy” z kimś z zespołu, aby zrobił to, czego online nie dało się nijak zrobić (wciąż trochę takich zadań jednak jest!).
  • Praca miała być wykonana, a klient i ja jako szefowa zadowolona. Póki tak było, to nie wnikałam ile i w jaki sposób pracuje taka osoba. Zawsze zakładałam, że mam do czynienia z osobą dorosłą i odpowiedzialną, nad którą stać jak ekonom nie muszę, a tym bardziej kontrolować czy sobie w czasie pracy na Zalando nie siedzi. ?
  • Kwestie techniczne, czyli komputer był po stronie pracownika, ja zapewniałam drukarkę, obsługę IT, aby praca taka była bezpieczna (Rodo, firewall, dostępy, itd.).

Przydatny był także grupowy czat, na którym można było zadać tzw. szybkie pytanie, zażartować, fotkę śmieszną wrzucić, aby wszyscy czuli, niezależnie czy stacjonarnie, czy w onlajnach, że zespołem jesteśmy i razem się trzymamy. ?

Nie mówię, że taki model współpracy jest bezproblemowy i gładki, bo nie jest. Ale czy praca stacjonarna też jest wolna od wad? ?

Warsztaty bez kija w d**** Sprawdź