Prowadząc biuro rachunkowe przetrwałaś pierwsze półrocze 2026 roku i zapewne resztką sił dowlokłaś się do lipca.
Najpierw PIT-11 do końca stycznia. Analiza i wybór formy opodatkowania w lutym. Potem zamknięcia roku i bilanse do końca marca. W międzyczasie wdrożenie KSeF, które dla wielu biur oznaczało dziesiątki godzin szkoleń, spotkań z klientami, konfiguracji systemów, tłumaczenia nowych zasad i gaszenia bieżących pożarów. A zaraz potem akcja PIT roczny zakończona dopiero z końcem kwietnia.
Krótko mówiąc – od stycznia do maja większość księgowych nie miała czasu zastanawiać się, jaki jest dzień tygodnia, nie mówiąc o takich pierdołach jak jakieś procedury, np. o sygnalistach, czy AML.
Przyszło lato. Telefon dzwoni trochę rzadziej. Skrzynka mailowa nie puchnie od wiadomości już od rana (klienci też się zaczynają urlopować). Pojawia się chęć, żeby rzucić co można w pizdu i po prostu odsapnąć.
I to całkiem sensowny plan. 😉
Ale lato to również idealny moment na rozprawienie się z tym jednym tematem, który od miesięcy odkładamy „na później”.
Każdy ma takiego trupa w szafie.
Tylko nazwa jest inna.
U jednych będzie to bajzel w dokumentacji u klienta. U innych brak procedur wewnętrznych. Jeszcze inni od miesięcy planują aktualizację umów.
Jednym z najczęściej odkładanych tematów jest właśnie AML (bleee).
Przepisy dotyczące przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu obowiązują biura rachunkowe już od kilku lat, a mimo to w wielu firmach temat nadal funkcjonuje jako zadanie oznaczone statusem „zrobię później, czytaj NIGDY”.
AML jest Twoim problemem, niezależnie od tego, czy obsługujesz 20 klientów, czy 200.
Dlaczego AML jest w czołówce biurowych trupów?
Bo nie przynosi kasy.
Nie pozyskuje klientów.
Bo nie mamy bata, aby go gdzieś terminowo wysłać (jak np. JPK czy DRA).
A jednocześnie wymaga czasu, skupienia i pracy koncepcyjnej. A tego wolnego czasu najczęściej po prostu brakuje. 😅
Bo trzeba przygotować ocenę ryzyka, opracować procedury, wyznaczyć osoby odpowiedzialne, przeszkolić pracowników, zweryfikować klientów oraz ustalić sposób dokumentowania działań.
To wszystko sprawia, że AML przegrywa w starciu z bieżącymi terminami i sprawami.
Bo przecież zawsze jest coś pilniejszego.
Wielu właścicieli biur rachunkowych uważa, że wystarczy kupić gotowy wzór procedury z milionem załączników, wydrukować to wszystko, uzupełnić wykropkowane miejsca i bez przeczytania (nuda!) włożyć gdzieś głęboko do szuflady.
Niestety tak to nie działa.
Przepisy wymagają, aby procedura była dostosowana do konkretnego biura i rzeczywistego ryzyka w nim występującego. Oznacza to konieczność przeanalizowania własnych procesów, klientów i sposobu świadczenia usług.
Inaczej wygląda ryzyko w jednoosobowym biurze obsługującym lokalnych przedsiębiorców, a inaczej w kancelarii obsługującej spółki międzynarodowe.
Dlatego właśnie warto zająć się AML latem. Bo jest wtedy większa szansa, że temat zostanie zrobiony porządnie, gdy trochę spokoju w biurze, klienci nie wydzwaniają z problemami, a wizja urlopu na horyzoncie. 😁
Bez presji terminów PIT, bilansów i innych ksefów.
Bo zaraz wrzesień, a wrzesień zwykle oznacza powrót do biurowej harówy.
Pojawiają się nowi klienci, idziesz na dietę i siłownię, zaczynasz uczyć się angielskiego, bombelki zaczynają szkołę i zajęcia pozalekcyjne (oddalone 20 km od domu, wiadomo). AML idzie won.
Dlatego warto wykorzystać część wakacji na ten upierdliwy obowiązek.
Jeśli na myśl o tym, że sama masz analizować przepisy i napisać procedurę robi Ci się słabo, to może skorzystaj z naszej TU. Jak zwykle bez kija w dupie, prosta do bólu, minimalistyczna i zrozumiała. Taka, która nie wymaga wielu godzin lektury na czytanie, bo umówmy się – na pewno masz coś innego fajnego do roboty. 😉
Zatem powodzenia we wdrażaniu AML. 😉
Natalia



