Wyjście do ludzi ze swoimi działaniami niesie za sobą ryzyko. Tym ryzykiem jest narażenie się na krytykę.
Bo póki siedzisz sobie cichutko w kącie i się nie wychylasz to istnieje spora szansa, że nikomu się nie narazisz i nikt nie wypuści w Twoim kierunku tzw. “zatrutej strzały”, nie wbije szpili, nie dogryzie czy wreszcie po prostu nie skrytykuje.

Ale spróbuj wyjść i się pokazać, czy to w biznesie, czy to w Internecie czy podczas publicznego wystąpienia – zaraz pojawi się ktoś “życzliwy”, co Ci skrzydła odrąbać będzie chciał. Znasz to?

  • Po co Ci to? Zostaw, nie ryzykuj.
  • Ciesz się z tego co masz, po co to zmieniać? W głowie Ci się poprzewracało.
  • Zmieniłaś się, kiedyś byłaś inna.
  • Jesteś SERIO pewna, że sobie poradzisz? Przecież jesteś taka nieśmiała, a to wymaga odwagi….
  • Serio chcesz otworzyć firmę? Przecież to niebezpieczne, stracisz wszystkie pieniądze, narobisz długów, etat bezpieczniejszy.
  • Jesteś za mało doświadczona i za mało wiesz, aby otwierać biuro rachunkowe.
  • Na pewno nie uda Ci się zdobyć klientów i na ZUS nie będziesz miała.
  • Ty serio z takim pytaniem wyskakujesz?? Ty serio tego nie wiesz? No wiesz, szok, że takie durne pytania zadajesz. Jesteś zwykłym leniem, co nie chce się uczyć.
  • Ale ten Twój film co nagrałaś jest nieprofesjonalny. I dźwięk też do dupy. Daj sobie z tym spokój.
  • O Boże, i Ty nazywasz się księgową? Z taką wiedzą? Aha…….
  • Ja bym na Twoim miejscu wstydziła się tej reklamy, którą nakręciłaś.

Przykładów mogłabym podawać co niemiara. A czemu? Bo sama nie raz słyszałam i słyszę niektóre z tych tekstów, takie “dobre rady cioci Krysi”, szpile i słowa, które po prostu i po ludzku bolą. I na nic mi słowa pociechy od miliona życzliwych ludzi, abym się nie przejmowała. A no nie da się. Jestem tylko człowiekiem i przejmować się będę. Czasem mniej, czasem bardziej, czasem rzeczywiście niewiele, ale to ostatnie jednak (niestety) dużo rzadziej. Musiałabym być chyba jakąś maszyną, aby słowa nie bolały i nie powodowały chęci ucieczki i schowania się gdzieś w kącie, w dziurze i aby pozbyć się takich myśli, że po co mi to wszystko, po co się starać, lepiej wrócić w swój bezpieczny kąt i się nie wychylać.

Na szczęście jestem na takim etapie życia, że owszem, krytyka boli, ale nie PARALIŻUJE. Nie powoduje utraty wiary w siebie, w swoje możliwości, w to co robię i w to, że jestem po prostu w porządku i WYSTARCZAJĄCO dobra. Najgorsze co można zrobić w obliczu krytyki to… zrezygnować. Jasne, czasem ja też zaliczam wtopy, robię błędy, mylę się, ale ZAWSZE wyciągam wnioski, poprawiam co jest do poprawy i …. robię dalej swoje. Bo wierzę, że ma to sens i że to jest ważne.

Co pomaga mi w radzeniu sobie z krytyką?

  1. Patrzę kto mi jej udziela. Jeśli to osoba, która nie ma pojęcia o biznesie, nigdy jako przedsiębiorca nie działała i daje “dobre rady” o tym jak swój biznes prowadzić powinnam, to taka krytyka mnie nie dotyka. Bo wiem, że ta osoba nie ma o tym po prostu pojęcia. Nie wie co to znaczy samotność na szczycie, co oznacza 100% odpowiedzialność za swoje decyzje, bo brak pleców szefa, za którymi można się schować, nie zna poczucia tego stresu, aby dobrą usługę wykonać i nie zawieźć klienta, który może już nigdy nie zaufać i opinię zepsuć, nigdy nie stanęła przed kamerą i nie nagrała swojej gęby czy wreszcie nie wystąpiła publicznie przed setką osób. Bo co ona może o tym wiedzieć?
  2. Patrzę na intencje krytyka. Czy jest to krytyka od osoby życzliwej. Czyli takiej, która nie chce Ci dowalić, która nie sączy jadem, która nie wbija szpil dla swojej satysfakcji. Jeśli intencja osoby krytykującej jest przyjazna i wiem, że ta osoba mi sprzyja, to łatwiej mi gorzkie słowa przyjąć. Bo wiem, że służą one mojemu rozwojowi, poprawie tego co robię, a nie poprawie samopoczucia krytyka.
  3. Dystans i chwila na ochłonięcie. Ale to już level master 🙂 Bo jak taki wredny krytyk (ten od szpil i wstrętnych insynuacji) wysmaruje jakiegoś maila albo komentarz na FB wrzuci, to natychmiast tzw. gul mi skacze i mam ochotę do gardła się rzucić i tętnicę przegryźć. Mam chęć mordu, odpisania na taką wiadomość, aby jeszcze mocniej dowalić, siekierę w plecy wbić. I czasem siadam do klawiatury i płodzę taki elaborat, soczysty i przetykany jeszcze wredniejszymi komentarzami i ….. kasuję go. Najczęściej. Nadludzką siłą zostawiam to, zajmuję się czymś innym, daję głowie ochłonąć. Czasem nawet i po trzech dniach do odpowiedzi siadam. I wyciągam z maila tylko meritum i tylko do meritum się odnoszę. Nie łapię wędek, nie zaczynam tańca pt. kto komu bardziej dowali i kogo bardziej zaboli. Bo po co? Niczemu to służyć nie będzie, do niczego nie doprowadzi, raczej do zgliszcz najczęściej.
  4. W najgorszej sytuacji odcinam się od osoby krytykującej. Ale tej o niecnych intencjach. Rozwiązuję umowę biznesową, kończę znajomość, czasem przyjaźń, usuwam ze znajomych z FB. Bo chcę siebie chronić. Bo zrobiłam wszystko aby się dogadać, aby zrozumieć krytyka, spróbować dotrzeć do sedna. Ale mi się nie udało. A nie chcę być narażona na ataki i hejt i mówię wtedy sobie dość.

Krytyka sama w sobie nie jest zła. Jej przyjęcie jest trudne, to pewne, zwłaszcza, że najczęściej otrzymuję ją bez mojej zgody. A fajnie byłoby usłyszeć o to prośbę, o moją gotowość do jej wysłuchania. Bo nie zawsze jest na to dobry moment, mogę być chora, przechodzić ciężki okres w pracy, w związku i wtedy taka krytyka w tym momencie mojego życia jest do kitu. Niestety kultury pytania o zgodę na feedback u nas jeszcze nie ma – włazi ta krytyka w buciorach w nasze życie, czy tego chcemy czy nie, często okraszona niewinnym: ”Ale ja przecież mam prawo do własnego zdania i mam prawo to zdanie Ci w twarz bez Twojej zgody rzucić, ja chcę przecież dobrze I powinnaś być mi wdzięczna”. Wrrrr.

Dużo łatwiej jest słuchać komplementów i zachwytów. Ja jestem na nie bardzo łasa. 🙂 Ale to konstruktywna (czyli bez złych intencji i szpil) krytyka pozwala mi na rozwój i na postęp. Dzięki niej wiem co poprawić w tym co robię, czego mogłoby być mniej, a czego więcej. Co z perspektywy odbiorcy się sprawdza, a co niekoniecznie. Po nagraniu kilku ostatnich filmów na YT usłyszałam, że robię śmiertelnie poważne miny (JA!!!) i nie patrzę w kamerę – już nad tym pracuję. Po jednym ze spotkań online tzw. Burzy usłyszałam, że powinnam bardziej panować nad uczestnikami, pozwalać się wypowiadać większej ilości ludzi i wyciszać tych ze szczekającymi psami – też to ulepszam cały czas, choć nie jest to dla mnie ciągle łatwe. Ostatnio koleżanka z grupy wsparcia dla szefowych i szefów biur rachunkowych mi zarzuciła, że pokazuję tylko pozytywne strony prowadzenia biura i chciałaby też częściej czytać o tych ciemnych – wzięłam to sobie do serca i otwieram się częściej mówiąc o swoich kłopotach.

I takich informacji zwrotnych ja bardzo potrzebuję! Co nie znaczy, że ją w całości przyjmuję, bo tak nie jest. Jeśli słyszę, że mam być bardziej stonowana, mniej żartować, albo być bardziej profesjonalna (kto decyduje o tym co jest profesjonalne?) to ja tego nie biorę. Bo stawiam na szczerość i autentyczność i bycie sobą, a jestem sobą właśnie jak żartuję, śmieję się sama z siebie i nie biorę spraw śmiertelnie poważnie. Nie biorę też do siebie zarzutów, że powinnam bardziej troszczyć się o klientów, wręcz ich niańczyć bo na tym polega dbanie o klienta w biznesie. No nie. Nie według mojej definicji. I ja tak robić nie będę. Albo, że nie powinnam otwarcie mówić o tym, że lubię pieniądze i lubię dobrze zarabiać. No, a czemu mam tego nie mówić skoro tak uważam? 🙂 Albo, że jako księgowa/doradca podatkowy powinnam być taka i taka, albo nie być taka lub taka. Jestem taka i taką siebie jako człowieka lubię. I nie będę tego zmieniać. 🙂

Co nie oznacza, że takich uwag nie mogę życzliwie wysłuchać. 🙂 Wysłucham i traktuję to nawet jako formę egzotyki. 🙂

W temacie hejtu natknęłam się ostatnio na bardzo ciekawe podejście do tego zjawiska, który totalnie do mnie przemawia:

“Hejt to tak naprawdę mechanizm obronny ego osoby, która Cię krytykuje uruchomiony przez to, że czuje się dotknięta Twoim podejściem do jakiegoś tematu, zachowaniem, Twoim wyglądem nawet, tym co stworzyłeś. To po prostu nie zgadza się z jej światopoglądem z jej obrazem świata. Atakując Ciebie chroni swój światopogląd, swoje ego chociaż sam atak nie ma nic wspólnego z Tobą, bo hejter nie reaguje na Ciebie tylko na swoje własne emocje, które w nim się pojawiły i które nie mają nic wspólnego z Tobą. Hejter ma ciężkie życie biorąc pod uwagę fakt, że osoby najbardziej krytyczne też najbardziej obawiają się krytyki. Hejter jest ciągle przerażony tym, że ktoś mógłby go skrytykować dlatego wyprzedza każdą potencjalną krytykę i odwraca uwagę od siebie krytykując ostro innych.”

I na koniec motto mojej kochanej aktorki Meryl Streep:

“Minuta, w której zaczynasz myśleć jak inni Cię odbierają jest minutą, w której przestajesz być sobą.”

Tego się trzymam i Tobie też życzę. 🙂 Nie musisz się zmieniać i dopasowywać, tylko dlatego, że ktoś ma jakieś WYOBRAŻENIE jaka powinnaś być.❤️

Pozdrawiam

Natalia

Warsztaty bez kija w d**** Sprawdź