Bardzo lubię porządki. Nie, źle to ujęłam – uwielbiam porządki! Kocham układać, sprzątać, wywalać niepotrzebne rzeczy i inne śmieci. Ale bynajmniej nie chodzi mi o sprzątanie domu co sobotę! Tego nienawidzę, nie robię i zostawiam lepszym od siebie. 😀
Chodzi mi o porządkowanie życia prywatnego:
- ze zbędnych sprzętów – taka np. maszyna do mielenia mięsa – co to w ogóle jest??? 😂 Ja niemal kuchni nie mam w domu, a taką maszynę od kogoś dostałam, ewidentne dalekiego znajomego,
- ze zbędnych ubrań – trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i pożegnać się z tymi dżinsami rozmiar 36, a nie trzymać je na półce przez 10 lat. Nadzieja jednak umiera ostatnia…
- ze zbędnych bibelotów poupychanych po szufladach i kurzących się na półkach,
- z książek – przeczytane idą dalej do przyjaciół,
- z przeterminowanego żarcia w puszkach, choć ono po otwarciu czasem nie jest takie złe! 🤣
- z ludzi – tych trujących, tych wiecznie narzekających, tych podcinających skrzydła.
A w biurze? Tam to dopiero robiłam porządki! Piszę w czasie przeszłym, bo z bólem serca stwierdzam, że już fizycznego, stacjonarnego biura nie posiadamy, więc nie mogę się spełniać i realizować w moim regularnym ukochanym wywalaniu wszystkiego co wpadnie mi w ręce. Boże, jakie to były wspaniałe czasy!
Wywalałam dokumenty – nie cierpię posiadać tzw. archiwum. Po cholerę? Bo niby klient raz na pięć lat zadzwoni i będzie chciał skan jakieś starej faktury? Albo może kiedyś będę robić korektę zeznania rocznego, więc muszę mieć dostęp do tych dokumentów i w związku z tym kitram je latami w biurowych szafach. Buhahaha!!! Co za bzdura. 😉 Dla tych co nie umieją oddać klientowi jego własnych papierów jest teraz ratunek – KSeF. On uratuje wszystkich chomikujących segregatory i tym samym zawalających swoje biura zbędnymi wydrukami. Już nie trzeba tego drukować (wcześniej też nie trzeba było, no ale teraz to już serio naprawdę). Podsumowując: wszystkie dokumenty księgowe, które się przeterminowały, umowy, ankiety, teczki, wszystko szło do zniszczenia.
Robiłam regularny obchód biura i wszystkich stanowisk pracy, biurek, szaf. Aby nie zarosnąć, aby była przestrzeń na pomysły, na kreatywność, na pracę! Bo niestety, ale nie wszyscy w biurze czuli mój vibe na niszczenie i wywalenie wszystkiego co zbędne. Niektóre pracownice trzymały jakieś korytka pełne papierów, do których nie zaglądały od kilku miesięcy, przetrzymywały segregatory z papierami klientów z poprzednich miesięcy. Jakby mogły, to te segregatory trzymałyby na biurkach, koło biurka i pod biurkiem. Oj, męczyły się ze mną, gdy przychodziłam i otwierałam szafy. Czasem o jakiś segregator np. pełen starych umów zleceń, walczyły jak lwice. 🙂 Teraz wszyscy pracujemy zdalnie, nad czym trochę ubolewam, więc czego oczy nie widzą…
Rozwiązuję umowy – to robię do dziś mimo pracy zdalnej. Kończę współpracę z klientami, którzy nie akceptują naszych wartości, którzy łamią zasady. Można to robić oczywiście poprzez podnoszenie już i tak bardzo wysokiej ceny za usługi, wtedy sami odejdą, ale po co. Wystarczy napisać wypowiedzenie umowy. Biuro rachunkowe przecież też może wypowiedzieć swoją umowę i ja z tej opcji korzystam. Szkoda czasu, szkoda życia na użeranie się z klientami, którym ewidentnie z nami nie po drodze. Bo nie ma co się oszukiwać – nie zawsze jest chemia. Wychodzę z założenia, że atmosfera w pracy musi być dobra. A klient, który psuje wszystkim krew, którego nikt nie chce obsługiwać, który powoduje stres, choćby płacił dobrą kasę (a u nas nie ma takich, którzy płacą złą), zwyczajnie nie powinien być naszym klientem.
Żegnam się z naszymi kontrahentami, od których kupujemy usługi, gdy nie spełniają naszych oczekiwań. Oj tak, czasami bardzo ciężko jest zmienić firmę IT, która obsługuje biuro, prawnika z którym się od lat współpracuje, nawet firmę sprzątającą, która raz w tygodniu przychodzi sprzątać. Ale regularnie robię rachunek sumienia i pytam siebie, czy jestem zadowolona z tej współpracy. Czy wkurza mnie mój własny bank, w którym mam firmowe konto bankowe, czy mój informatyk reaguje na moje problemy tak jak tego oczekuję, czy mój prawnik, do którego wysyłam moich klientów, znajduje dla mnie i dla nich czas i odpisuje na maile. Nie? To szukam i zmieniam. Po co się męczyć i ciągle narzekać? Klienci też siebie pytają o to, czy są zadowoleni z biura rachunkowego. I nie mają żadnych skrupułów, aby się pożegnać z księgową. To normalne działanie.
Wiem, że czasami ciężko jest wyrzucić różne rzeczy albo zakończyć jakąś relację. Część bliskich mi osób przyznaje się do bycia chomikiem. 🙂 Wszystko im się przyda! Też tak masz? Gdy się spotykamy u nich w domu, to ręce mnie świerzbią, aby powywalać te wszystkie słoniki, świeczuszki, ramki i figurki. Czasem zastanawiam się, że gdybym coś potajemnie zabrała, to czy by się zorientowali. Gdy oni są u mnie, to wytrzeszczają oczy i pytają, czy tu ktoś w ogóle mieszka! No co zrobić – tak mam. 😄 Albo gdy idę do kogoś do biura i widzę te wszystkie segregatory we wszystkich miejscach, walające się po całym biurze, dokumenty sprzed 10 lat (uwaga – rok 2015 i wcześniejsze były już 10 lat temu!!!), podrukowane faktury sprzedaży i zakupu. I co z tego, że ładnie są posegregowane i ułożone. To zwykłe stare rupiecie! 😉
Ale nie powiem – od czasu do czasu ten mój talent się bardzo przydaje – gdy trzeba pozbyć się trupów z szafy! Wtedy wjeżdżam cała na biało i zarządzam wielkie porządki. Nie tylko wywalanie papierów, ale też czyszczenie sald, zabranie się za pracę, która leży i czeka, ciążąc na sercu, bo jest okropna, nie chcemy się za nią wziąć, bo wiemy co nas tam okropnego czeka. Każdy z nas ma taką firmę do zaksięgowania, do wyprostowania, do wyczyszczenia, do poważnego porozmawiania (np. o podwyżkach). Po co czekać i się dłużej męczyć? Nie lepiej w końcu to zrobić, posprzątać?
Więc tak – może i sprzątanie dla niektórych nie jest przyjemne, ale potem jaka ulga i radość, że się to w końcu zrobiło! Naprawdę polecam.
Karolina

